WARSZAWA
Ciągniemy instalację elektryczną w budynku: rozdzielnica, obwody, gniazda i punkty światła. Mówimy, co wchodzi w zakres, zanim cokolwiek pójdzie w ścianę. Nie robimy hydrauliki i nie stawiamy murów.
Opisz obiekt
Patrzymy, gdzie ma być prąd: pomieszczenia, gniazda, światło, urządzenia, które biorą więcej niż lampka.
Rozpisujemy obwody. Oświetlenie nie jedzie na tym samym, co większe urządzenie, jeśli da się to rozdzielić.
Kładziemy przewody i stawiamy punkty. W trakcie widać, co już jest podłączone.
Każdy obwód dostaje próbę. Nie zostawiamy „zapalimy później”.
Dla budynku, w którym instalacja ma powstać albo w którym stara już nie dowozi: wywala zabezpieczenie, gniazd jest za mało, dokładacie pomieszczenie. Robimy ten fragment elektryki, który jest do ułożenia, a nie cały remont wnętrza.
Przewód ma iść tam, gdzie jest obwód. Nie „jakoś przy listwie”.
Ustalamy, które pomieszczenie jest wolne do pracy.
Idzie ten odcinek, który był na dziś, nie cała kondygnacja na raz.
Sprawdzamy to, co właśnie doszło do skrzynki.
Mówimy, co jest pod prądem, a co jeszcze nie.
SIEDZIBA
02-528 Warszawa
Na obiekt jeździmy po ustaleniu. Samą rozmowę o zakresie da się zacząć stąd.
W lokalu często wystarcza rozdzielnica, kilka obwodów i gniazda pod ladę. W większym budynku rozpisujemy piętro albo skrzydło, żeby nie ciągnąć jednego przewodu przez wszystko. Zakres mówimy przed startem.
Nie podajemy napięcia na odcinek, którego nie sprawdziliśmy. Jeśli coś w ścianie jest stare i nie wiadomo, dokąd idzie, najpierw to namierzamy, a nie dokładamy nowy przewód w ciemno.
Masz obiekt i wiesz, gdzie ma być prąd?
Napisz, co podłączyć